Hmmm.
Miałem do nadrobienia zarówno czwartą część „Zombie” jak i „Następców”. A więc stwierdziłem, że aby mieć wszystko na świeżo, to obejrzę wszystkie osiem filmów.
Zacząłem od obejrzenia serii „Zombie”. I muszę tu przyznać, iż byłem fanem pierwszych dwóch filmów.
……
I tu następuje wielka przepaść. Dlaczego zapytasz? Bo jak pierwsze dwa filmy miały świetną muzykę oraz choreografię oraz historia trzymała się mniej więcej spójnie, tak przy trzecim filmie, produkcja chyba spadła z rowera i nie podniosła się aż przez cały czas jego trwania. Rozumiem, że pojawili się kosmici, ale do cholery, w jaki sposób aktorzy na przestrzeni jednego filmu zapomnieli jak tańczyć?
A tak serio to rozumiem, że im tak kazali tańczyć. Już nie mówiąc o muzyce. nie chcę zgadywać jaki to gatunek muzyczny. I w ogóle o ile można nazwać to muzyką. Ja na czas trwania utworów wyciszałem dźwięk. Naprawdę nie rozumiem jak po dwóch fenomenalnych pierwszych dwóch częściach, które trzymały się na wysokim poziomie, jeśli chodzi o Disneya i jego produkcje (wcześniej robionych na Disney Channel, a obecnie Disney+), można tak upaść. Chociaż nie czekaj. Daleko nie trzeba szukać. Wystarczy spojrzeć na to działo się po zakończeniu Sagi Nieskończoności od MCU, czy Star Wars.
To fakt, wtedy niby można przymknąć oko, ale….
NIE.
Jak na następców „Następców” oraz spadkobiercę High School Musical, to jednak „Zombie 3” jest produkcją do szybkiego zapomnienia.
I teraz na tapetę czwarta część, po której nie spodziewałem się niczego.
A teraz powstanie z popiołów, czyli „Zombie 4: Zmierzch wampirów”. Dlaczego ten film odrodził serię niczym feniks.
Czemu? Bo mimo, iż początek filmu, był niczym się nie wyróżniający, to po chwili mocno się rozkręcił. Nowi bohaterowie, nowe „potwory” i o dziwo w tej serii. Wrogość między nacjami. Czyli nic nowego i coś co było do przewidzenia.
O masz, muzyka i tekst w nich, jak również choreografia weszły na nowy poziom.
Nie, nie bujam w obłokach. Jest dokładnie jak mówię. I nie skłamię jeśli ta kwestia, jak i historia są odrobinę lepsze niż pierwsze dwa filmy.
Wiadomo, producenci robią tu kopiuj wklej jeśli chodzi o pewne kwestie, ale nie można odmówić w tym przypadku kreatywności. I mimo, że jest to typowa kalka, to zrobiona w inny sposób.
Nie chcę zdradzać dużo, ale jedna kwestia. Czasem efekty specjalne są tragiczne i można się zastanawiać dlaczego w 2026 roku robić takie gówniane efekty, nawet jeśli to produkcja dla młodzieży.
No, ale i tak polecam obejrzeć tę część. Pojawia się tu część ruchów tanecznych z pierwszej częśći filmu.
I jest jeszcze jedna rzecz odnośnie całej serii „Zombie”. A mianowicie piosenka wykonywana przez naszą ulubioną główną parę – Addison oraz Zeda. Czyli utwór „Someday”, który pojawia się w każdym filmie, choć w innej aranżacji. I jest to bardzo ciekawy ruch.
A czemu tak ciągle zachwalam pierwsze dwie części? Proste. Jako produkcja, która miała zastąpić serię „Następcy” po zakończeniu jej spowodowanym śmiercią Camerona Boyce’a, liczyłem że będzie na tym samym wysokim poziomie co właśnie poprzednia seriia oraz jako duchowy następca High School Musical. I pierwsze dwie części to zrobiły. Za co niezmiernie dziękuję.
I teraz odrobinę powiem coś o kostiumach oraz charakteryzacji. Pierwsze dwie części trzymały w miarę równy poziom jeśli chodzi o te kwestie. Tak nawet jak pojawiły się wilkołaki, to też te dwie kwestię były na dobrym poziomie.
Natomiast, tu znów muszę pomarudzić na trzecią część serii. Kostiumy wyglądały jakby były kupione w lumpeksie. Nie mam nic znałego do takich ciuchów. Bardziej mi chodzi o to, że kostiumy nie wyglądały jakby były zrobione przez kostiumografa, a zostały gdzieś po taniości kupione. Wyglądało to okropnie.
Natomiast makijaż….
O masz Ci los. Tu w przeciwieństwie do pierwszych dwóch filmów była równia pochyła w dół. Przykładowo, do tej pory Zed miał taką jakby szarawą karnację skóry i mocno zielone włosy, co bardzo go wyróżniało. Natomiast w trzeciej Zed wyglądał jak typowy „człowiek”, a nie zombie z poprzednich produkcji. Tzn. Skóra jak u typowego człowieka, a włosy bardzo mocno cemne z odrobiną zieleni. I wyglądało to bardziej jak Cosplay, a nie prawdziwa postać. I takich elementów była cała masa, a to psuło całkowicie to co było wprowadzone wcześniej.
No i czwarty film, kwestia ta sama co wyżej. Jak już wcześniej opisywałem tę część, tu także zaszła ogromna poprawa i zaczęło niemalże być podobnie jak przy pierwszych dwóch produkcjach. Choć muszę się doczepić jednego szczegółu, który mocno zwrócił moją uwagę.
Włosy Addison. Wiedzieliśmy, że nosi blond perukę. Potem zobaczyliśmy ją w nowej roli, gdy dowiedziała się, że jest kosmitką. Ale cały czas przewijały się te białe włosy. Jak u Wiedźmina 😉
I w tej nieszczęsnej trzeciej części, gdy poznaliśmy w miarę pełną historę jej pochodzenia, i gdzie motyw kosmitów był niebieski, to nagle w czwartym filmie jej włosy przybrały kolor jasnego blondu z niebieskimi końcówkami. Rozumiem teen niebieski na włosach, ale skąd do jasnej ciasnej ten blond się wziął, skoro była dumna z tych swoich białych włosów? Zapewne dowiemy się w kolejnej części. A owszem, ostatni film o zombie i wampirach skończył się pewnym wodnym szczególem, przez który można się spodziewać prawdopodobnie syren, bądź tym podobnych „potworów”.
I na koniec krótko i rzeczowo – rozwój postaci. Cztery filmy zaprezentowały nam ciekawy rozwój postaci. W każdym filmie wiedzieliśmy o nich coraz więcej co jest satysfakcjonujące. Mimo pewnych problemu, obecnie seria dowozi co trzeba i trzeba czekać na kolejne części, bo zakładam że i tak powstaną.
A teraz najważniejsze pytanie. Czemu do cholery seria nazywa się „Zombie”, skoro z zombie ma to coraz mniej wspólnego?