Szczerze mówić mialem się wcześniej zabrać za tę specyficzną produkcję, jednakże ostatnio brakowało mi czasu. Dziś już do nadrobienia możliwe było.

Czy „One shot z Edem Sheeranem: muzyczna uczta” daje radę?
I czy sam format jest odpowiedni.

 

Mam sporo punktów do omówienia także po kolei.

Sam film (choć trudno mi go tak nazwać, jest bardziej eventem) i format są dość specyficzne. Pod tym względem, że srealizowanie takiej produkcji do prostych nie należy. Może się wydawać, że podczas realizacji był tylko Ed wraz za kamerzystą. Ale tak w rzeczywistości nie jest. Jako fan i poniekąd recenzent widzę troszkę więcej. Na wielu ujęciach widać samochody ekipy oraz policji, która podąża za Edem.
Szczególnie widoczne jest to pod koniec produkcji, gdzie na każdym kroku widać policjanta. Natomiast jeśli chodzi o to kiedy widać ekipę, to opowiem o tym trochę dalej.

Nie jest to również dokument idealny. W wielu scenach, jak np. kiedy Ed schodzi po schodach, to kamerzysta schodząc po schodach (oczywiście tyłem i będąc asekurowanym) kamera idzie w dół i obcina głowę naszej gwiazdy przez moment. Dośc często również są zbliżenia na twarz Eda bądź gitarę kiedy gra (zapewne by ukryć fakt przejęcia kamery przez….).

No właśnie. Przejścia i przejęcia przez innych operatorów kamery by zachować płynność i ciągłość jednego ujęcia. Widać to przy taksówce oraz piętrowym autobusie wyjętym prosto z  ulic Anglii (tj. taki do zbiedzania z otwartym dachem). Przy taksówce widać jak kamera wjeżdża przez okno, a potem jest przez kogoś przejęta. Przy autobusie musiał byc bez wątpienia użyty wysięgnik.
Jednakże to nie wszystko, w pewnym momencie kamera została przejęta przez drona i zrobiła coś co wielu zna z filmów grozy, ale tu w innym kontekście. A mianowicie o efekcie Vertigo, gdzie to nie ma budzić grozy, a pokazać perspektywę całości. Czyli koncert na dachu i pokazanie Nowego Jorku z dużej wysokości. Fajnie to tu zagrało. Warto to zobaczyć.

A jak już przy tym koncercie na dachu jestem. To akurat był impreza urodzinowa, na której Ed zaśpiewał. I nie był to jeden przystanek, w którym się zatrzymał podczas spaceru, biegu czy przejazdu po mieście. Był jeszcze autobus, o którym wspomniałem wcześniej, oświadczyny, irlandzki pub, metro (zarówno peron jak i sam pociąg metra) oraz oczywiście ulica. Wszędzie zaśpiewał po jednej piosence. Czyli łącznie siedem utworów z różnych albumów. Bo jakby nie patrzeć taksówkę również tu trzeba doliczyć. A na sam koniec powrócił na koncert gdzie zaśpiewał „Azizam”. Jak ja uwielbiam ten utwór.

Wracając do tego gdzie jest widoczna ekipa. Przy każdym z wywienionych wcześniej punktów: urodziny, oświadczyny, pub, metro. Wymieniają gitary i pilnują przygotowanych scen, na których Ed występuje. To jest naturalne i widać, że również nie musi się o cokolwiek obawiać. Choć patrząc na jego reakcje, to z pewnością miał ubaw przy kręceniu tego materiału.

Coś co mi się spodobało to scena w windzie. O matko, to było cudo. Złapał windę kiedy się zamykała, a tam starszy azjata (nie będę zgadywał narodowości). Niezręczna cisza, a Ed chciał coś powiedzieć, ale szybko z tego zrezygnował. Kilkukrotnie.

Kolejna ciekawa sytuacja. Spotkanie Camili Cabello. Cudo. O właśnie tu też była jedna piosenka. Czyli taki prawie cały album Eda z różnych epok jego kariery można skomponować.

Teraz jak tę produkcję odebrałem. Widać tu Eda na pierwszym miejscu. Oczywiście, jakby inaczej. Ale….

Natomiast to jest ważne, ludzie, wydarzenia na których się Ed pojawia i ich historie są na tym samym poziomie. Nie powyżej. Nie poniżej. Ten sam poziom. To pokazuje, że gwiazda znana na całym świecie jest takim samym człowiekiem jak inni.

I choć z pewnością część była reżysowana, to Ed idący ulicą oraz jeden kamerzysta, a reszta pochowana w autach, z pewnością wyciąga to, że napotkani ludzie na ulicach NY reagują naturalnie i z prawdziwą ekscytacją.

Produkcja momentami wzruszająca, a momentami zabawna. Wiele ujęć tak klimatycznych i wyjętych prosto z kina, że aż oniemiałem. 

Teraz pytanie. Czy ten format produkcji w postaci „One shot” zadziała tak samo w przypadku każdej gwaizdy, czy jest to bardziej zawężone grono. Jakby żył to był powiedział, że jest to styl Michaela Jacksona. a obecnie trudno zdefiniować. Niezależnie od tego czy to rynek międzynarodowy, czy nasze własne polskie podwórko. 

I z tym Cię zostawiam, bo to produkcja, którą warto obejrzeć.